poniedziałek, 29 października 2012

Chelsea vs Manchester czyli wszystko co powinien i nie powinien mieć szlagier kollejki

Co to było? Mecz zepsuty przez sędziego, ot co!



     Prawdą jest, że sędzia ma podejmować decyzje co do sytuacji, nikt nie może podważyć jego wyroku i jego słowo jest ostateczne. Słowo "sędzia" jest pokrewne z wyrazem "sąd" i "sądzić" także bez większego główkowania można się domyślić jakie zadania ma właśnie sędzia. Jest jeszcze jedna cecha, którą powinna właśnie ta osoba spełniać. Zwie się ona sprawiedliwością i obiektywnością. To samo tyczy się arbitra piłkarskiego, bo to też w końcu rodzaj sędziego.

     Czy można tak samo powiedzieć na temat pana Marka Clattenburga, sędziego głównego meczu szlagieru kolejki w Anglii a może nawet i w ogóle w Europie, czyli starcia Chelsea Londyn i Manchesteru United? Moim zdaniem, na pewno nie. Do 69 minuty nie popełniał aż tak rażących błędów. Owszem zdarzały mu się niepewne decyzje już wcześniej jak choćby sytuacja z zagraniem ręką Davida Luiza. Powiem tak, że na pewno 10/10 sędziów nie postąpiłoby tak samo. Ktoś by tego karnego odgwizdał i wtedy mogłoby być naprawdę ciężko. 

    Jednak o wiele gorsze sądy padały już we wspomnianej wcześniej minucie, kiedy to pod pretekstem wymuszania faulu Fernando Torresa, pan Clattenburg sięga po drugą żółtą kartkę. Powtórki ewidentnie wykluczają zamiar oszukania sędziego przez Hiszpana, ale sędzia nieubłaganie odesłał zawodnika do szatni, drugiego już piłkarza Chelsea. Wcześniej czerwień obejrzał Branislav Ivanovic, ale ten faul był raczej zasłużony i nie można się do tego przyczepić. 

   Ok. mamy ten wynik 2-2, gramy w 9 na 11 (a może i więcej (taki żart)) graczy "Czerwonych Diabłów". Petr Cech ratuje nam skórę (jak zwykle) od początku meczu, Luiz nie ma swego dnia, gra na granicy wyrzucenia z boiska, strzelił samobójczego gola a o sprawnym ataku nie ma co marzyć będąc w takim osłabieniu i nie grając żadnym napastnikiem. Pozostawało bronić się i liczyć, że dowiezie się ten remis do końca a może jakimś cudem wygra u siebie. Nic z tych rzeczy. Petr Cech pomimo heroicznego wysiłku, kapituluje po golu Javiera Hernandeza. Ze wszystkim można byłoby się pogodzić, ale nie z tym, że.... był spalony przy golu. Tu może bezpośrednio nie ma winy w osobie głównego arbitra a sędziego bocznego, no ale spalony to spalony i takich błędów nie powinno się popełniać.





     Nie dość, że źle sędziował, to jeszcze prawdopodobnie wulgaryzował. Juan Mata oraz Hazard skarżyli się, że sędzia podczas meczu powiedział w pewnym momencie: "Ja tu rządzę, sk***ysyny", w dodatku do naszego gracza z numerem 10 miał powiedzieć też:"Hiszpańska C*po". Jeśli to prawda, to zaszło ogromne nieporozumienie dlaczego taki człowiek, był arbitrem takiego meczu. Podobno całą sprawą pod presją skargi klubu z Londynu, zajęła się FA (Football Asociation). Czy zadziała równie sprawnie jak przy domniemanym rasizmie Johna Terryego?

    Choć to sędzia był głównym bohaterem w meczu, to postarajmy się wyszukać najlepszego gracza. Moim zdaniem był to Robin Van Persie. Strzelił bramkę na 2-0,  bardzo dużo działał w ataku i siał postrach w ofensywie oraz raz za razem próbował pokonać Petra Cecha. Widać RvP czuje się tu jak w domu, bo równie dobrze strzelał bramki grając przeciw Chelsea na Stamford Bridge w barwach Arsenalu.



      Co do zespołu gospodarzy to bez wątpienia najlepszym graczem był Juan Mata. Hiszpan widać, że ostatnio jest w znakomitej formie, strzela bramkę za bramką, tutaj też strzelił kontaktowego gola z rzutu wolnego i był najjaśniejszym punktem w ekipie "The Blues". Niestety jego gol oraz wyrównujące trafienie Ramiresa nie dały chociażby punktu. Niemniej jednak należy pochwalić cały nasz zespół za to, że pokazali walkę, bo to bez wątpienia był piękny mecz walki aż do.... "interwencji" sędziego.







CHELSEA LONDON 2-3 Manchester United
Stadion: Stamford Bridge
Liczba widzów: 41644
Sędzia: Mark Clattenburg

4 min. David Luiz (Chelsea) - Samobójczy gol
12 min. Robin Van Persie (Manchester United) - Gol
44 min. Wayne Rooney (Manchester United) - Żółta kartka
44 min. Juan Mata (Chelsea) - Gol
45 + 1 min. Fernando Torres (Chelsea) - Żółta kartka
53 min. Nascimento Ramires (Chelsea) - Gol
63 min. Branislav Ivanovic (Chelsea) - Czerwona kartka
69 min. Fernando Torres (Chelsea) - Druga żółta/Czerwona kartka
75 min. Javier Hernandez (Manchester United) - Gol
77 min. John Obi Mikel (Chelsea) - Żółta kartka
90 + 2 min. Antonio Valencia (Manchester United) - Żółta kartka
Zawodnik meczu: Robin Van Persie (Manchester United) 





 

środa, 17 października 2012

Kibic kibicowi nie równy, ale...?

Co oznacza pojęcie kibica?

...czy powinno się dzielić kibiców na lepszych i gorszych? No właśnie. Takie pytanie sobie zadałem po pewnej sytuacji, o której wspomnę i zamierzam zrobić na ten temat dygresję, która mam nadzieję zachęci was do podzielenia swojego zdania odnośnie tej kwestii.

      Otóż, niedawno obchodziłem swoją małą rocznicę. Minęło 9 lat odkąd jestem kibicem Chelsea. Nie powiem, szybko mi ten czas zleciał, postanowiłem napisać o tym wydarzeniu na pewnym portalu społecznościowym. Spotkałem się z trzema różnymi reakcjami. Na początku, fanka VFL Wolfsburg gratulowała mi i podziwiała to, że tak długo wobec jej stażu kibica już jestem za Chelsea. Z kolei fan Legii mówi, że od 4 roku życia już chodził z palcami ułożonymi w literę "L". Najbardziej jednak zdziwiła mnie reakcja fana klubu "Czerwonych Diabłów". Pomimo to iż nasze kluby się nie lubią, nie spodziewałem się takiej reakcji. Przytoczył fakt iż te 9 lat temu czyli w roku 2003 klub zakupił bogaty rosjanin Roman Abramovich. Cóż, nie musiałem pytać, wiedziałem do kogo i po co była ta aluzja, a już dodanie komentarza w stylu "Od tego roku kibicuję PSG" trochę mnie zirytowała.

     No dobrze, dość już o moich historiach, przejdźmy zatem do konkretów. O co mi chodzi? Zastanowiłem się nad pewną rzeczą a mianowicie: Czy długość, okoliczność zaczęcia kibicowania i sam styl czy intensywność dopingowania mogą segregować kibiców w kategoriach? Czy te i wiele innych czynników mają wpływ na jakość bycia fanem?

     Czynnik długości kibicowania jest tak jakby tylko w pewnym stopniu zależny od nas. Myślę, że powiedzenie "Od urodzenia jestem kibicem klubu X" należałoby traktować pół żartem - pół serio. Jestem przekonany, że dziecko bez jakiegoś wpływu osób starszych nie byłoby zainteresowane zainteresowaniem się jakimkolwiek klubem a na pewno nie na dłuższą metę. Pięcioletnie dziecko, odpowiadające grzecznie rodzicom na pytanie: "Jaki jest Twój ulubiony klub?" przypomina nieco pewien wierszyk na pamięć "Kto Ty jesteś? Polak mały..." Także to bardziej jest rodzaj kibicowania nie w pełni świadomego, nie w pełni z własnej woli lub po prostu można powiedzieć, że jest to wpajane kibicowanie co nie jest złym zjawiskiem choć dla niektórych może to brzmić niezachęcająco.

     Związane z długością kibicowania są też okoliczności w jakich zaczęło się kibicować danemu klubowi. Nie trawię czegoś takiego jak ktoś starszy o pokolenie lub dwa mówi:" Ja to kibicowałem Chelsea jak była jeszcze w Division 2." No i co z tego? Owszem, szacunek się należy takiemu kibicowi, ale to nie jest wina młokosa, że przyszedł na świat wtedy i wtedy. Wiadomo też, że sukcesy klubu oczywiście przyciągają wielu kibiców. Ważnym jest to, czy potem w tych trudniejszych chwilach potrafimy być wierni swemu klubowi. W przeciwnym przypadku jesteśmy nikim innym jak popularnym "sezonowcem". A raczej nikt się za takiego nie uważa.

     Usłyszałem też kiedyś zdanie, że "Jeśli nie byłeś na meczu swej drużyny, to nie jesteś jej kibicem. Co najwyżej sympatykiem." A ja się pytam: Co z odległością? Z sytuacją finansową? Co jak ktoś mieszka naprawdę na drugim zakątku świata? Czy on musi jechać na mecz, by być całym sercem z drużyną? Oczywiście, że nie. To prawda. Pewnie niezapomnianym przeżyciem jest poczuć atmosferę Stamford Bridge, gdy Chelsea gra z Arsenalem u siebie. Czy jednak ktoś, kto nie ma czasu, by pójść, pojechać, przypłynąć czy przylecieć na mecz, ale ogląda go w telewizji lub tak samo przeżywa to wydarzenie, może nazywać się kibicem? Myślę, że jak najbardziej. Inaczej nie byłoby mowy o czymś takim jak klub o randze europejskiej czy globalnej tylko co najwyżej krajowej.

     Skoro został poruszony temat transportu a z transportem wiążą się koszty, nie wolno też ominąć zagadnienia "posiadania" a żeby to brzmiało bardziej boiskowo to nazwijmy to "zestawem kibica". Ktoś ma może tylko jakąś kartkę z logo Chelsea, ktoś trzyma koszulkę sprzed kilku sezonów, a jeszcze inny ma większość możliwych gadżetów. Który z nich jest najlepszym fanem Chelsea? Z wyglądu, może ten ostatni a od wewnątrz są wszyscy tacy sami. Czy masz jeden plakat, czy kilka kompletów koszulek, to jesteś kibicem klubu.

     Bo liczy się, że my wszyscy tworzymy daną społeczność fanów i to jest w tym najpiękniejsze i najważniejsze. Mamy wspólnych wrogów, idoli, stadion, barwy, wspólne problemy, porażki oraz radości i zwycięstwa. Twoim najważniejszym bogactwem nie jest liczba flag, biletów na mecz czy lata przeżyte razem z klubem. Takim bogactwem są Twoi przyjaciele mający miłość do tego samego klubu. To są wspólne piosenki śpiewane z nimi. To są też chwile, gdy Twój klub wygrywa Champions League, ligę, puchar, awansuje bądź też po prostu wygrywa mecz czy też strzela gola. Nieważne jakim kibicem jesteś. Ważne, że po prostu nim jesteś i się nim czujesz.


czwartek, 4 października 2012

Kto jest nr1 w historii Chelsea?!?

Najlepszy gracz w historii Chelsea! Kto nim będzie?


Oficjalny magazyn Chelsea Londyn w celu uczczenia swojego setnego numeru, zorganizował plebiscyt na najlepszego piłkarza "The Blues" w całej historii trwania klubu. Lista najlepszej setki graczy zostanie oczywiście opublikowana w tym magazynie. 

Głosować można było od 17 września do 1 października. Magazyn starał się pozyskać jak najwięcej głosów na ten temat, by odzwierciedlić możliwie jak najdokładniej opinię kibiców Chelsea na całym świecie. Jak można było głosować? Mieszkańcy Londynu będą mogli zagłosować, oddając głos w adresie siedziby magazynu : 3 piętro Stamford Bridge, Fulham Road, Londyn, SW6 1HS. Reszta mogła też zagłosować na formularzu na stronce oficjalnej Chelsea bądź też wysyłając nazwisko swojego kandydata na e-mail: cfc.magazine@trinitymirror.com.

Można było tylko jednego gracza wybrać także należało zastanowić się porządnie nad swoim wyborem. Czy najlepszym graczem w historii będzie ktoś z obecnej kadry jak np: John Terry, Frank Lampard, Ashley Cole bądź Petr Cech a może będzie to ktoś, kto dał

wiele "Niebieskim" w dalszej lub bliższej przeszłości. Do tego grona można zapisać: Didiera Drogbę, Gianfranco Zolę, Dennisa Wise, Kenny'ego Dixona, Bobby Tamblinga, Petera Bonettiego, Jimmy'ego Greavesa, Petera Osgooda i wielu wielu innych.

Może nie będę ich przedstawiał szczegółowo, zostawię sobie ten zaszczyt po ogłoszeniu oficjalnych wyników, ale było z czego wybierać. Piłkarz zwany "Królem Stamford Bridge", którego prochy leżą pod punktem rzutu karnego przy trybunie Shed End. Najmłodszy zawodnik w historii ligi angielskiej, strzelający ponad 100 bramek. Bramkarz z równo 600 meczami dla "The Blues".  Drugi wśród strzelców w klubie z dorobkiem 193 goli, pierwszy z 202 bramkami. Zawodnik zdobywający bramkę po 21 sekundzie od momentu wejścia na boisko. Wielokrotny piłkarz roku w Afryce. 3 bramkarz pierwszej dekady XXI wieku. Wieloletni kapitan Chelsea oraz reprezentacji Anglii oraz najskuteczniejszy pomocnik Premier League.

Uważam, że jest to niezły dorobek naszych wspaniałych piłkarzy. Gdyby tak jeszcze dodać sukcesy międzynarodowe (Liga Mistrzów i Puchar UEFA) oraz puchary międzynarodowe(Mistrzostwa Świata i Mistrzostwa Europy), to można by uzbierać niemałą kolekcję a nie wymieniłem wszystkich sukcesów, bo zajęłoby mi to o wiele wiele więcej czasu.

Te wszystkie nazwiska są przeczeniem pewnej teorii głoszonej przez niektórych fanów innych drużyn, będących najwyraźniej zazdrosne o to, że ten londyński klub święci teraz swoją złotą erę. Ta teoria brzmi:"Chelsea to klub bez historii". Nawet nie wiecie jak ciężko mi było napisać to co wziąłem w cudzysłów. Jak można nazwać jakiś klub bez historii skoro od ponad pół wieku dostarcza swoim fanom tak utalentowanych ludzi w piłce nożnej, od kilkunastu lat jest się w elicie Anglii i Europy a i stadion jest w tym samym miejscu nieprzerwanie od powstania klubu. Tacy ludzie co tak uważają, są po prostu płytcy w swoich poglądach (o ile mają jakieś poglądy lub wiedzą co to w ogóle jest).

Wracając do plebiscytu, osobiście wpisałem Franka Lamparda. To jest mój idol od początku kibicowania za Chelsea. Cenię go za oddanie klubowi, finezyjną technikę, wytrzymałość fizyczną, ale też bardzo dobrą odporność psychiczną i inteligencję. A wy, kogo byście wpisali i dlaczego? Przedstawcie swoją opinię w komentarzach.

 

sobota, 29 września 2012

Kilka godzin przed derbami trochę liczb się przyda.

Derbowo-Liczbowo przed meczem z Arsenalem!


      W ramach 6. kolejki Chelsea Londyn zmierzy się z największym rywalem zza miedzy Arsenalem. Jako, że jest to spotkanie elektryzujące więcej niż tylko stolicę Wielkiej Brytanii zapoznajmy się z ciekawostkami i liczbami dotyczącymi tych derbów.

     Przede wszystkim to pierwsze starcie od 2005r. bez kata "Kanonierów" Didiera Drogby. Tej drużynie strzelił 13 goli podczas kariery w Chelsea. To więcej niż jakiemukolwiek innemu klubowi. "Nie wiem czy Chelsea tęskni za Didierem, ale my nie tęsknimy. Zawsze robił nam bardzo dużo szkód"- tak powiedział  nie dawno Arsene Wenger. Czy teraz ktoś strzeli? Zobaczymy. W ostatnich 10 meczach Chelsea nie strzeliła gola tylko raz.

     To będzie 178 mecz tych drużyn w historii. "The Blues" wygrali 54 mecze, zremisowali 52 razy a smaku porażki doświadczali po 71 spotkaniach. Bilans bramkowy wynosi 228 strzelonych przez Chelsea do 257 goli piłkarzy Arsenalu. Niebieska część Londynu kończyła bez straconej bramki 35 meczów a czerwona zachowywała czyste konto o osiem razy więcej.

    Najczęstszym wynikiem, bo aż 28 razy był remis 1-1. Stanowi to ponad 15% wszystkich meczów. Wynik 2-1 dla Chelsea jest na drugim miejscu i był osiągany 21-krotnie. Trzecim było zaś 2-1 dla Arsenalu i taki wynik końcowy 18 razy był zapisywany w historii. Ostatnia porażka z "The Gunners" 3-5 zdarzyła się po raz pierwszy.

    Sędziować będzie Martin Atkinson. Sędziował 22 mecze Chelsea i tylko w pierwszym nasi piłkarze schodzili pokonani. 4 razy było remisowo a 17 spotkań okazało się zwycięskich. Nikogo też nie wyrzucił jeszcze z naszych graczy, dając im 8 żółtych kartek.

   Trzymamy kciuki za "The Blues". KTBFFH!! 

czwartek, 27 września 2012

Czy to Chelsea aż taka dobra, czy Wolves tacy słabi?

Deklasacja rywala, "Wilki" zostały rozszarpane w jaskini "Niebieskiego Lwa"!


   Chelsea zaczęła piorunująco zmagania w COC. 25 września w III rundzie tego pucharu, zmierzyła się z szóstą drużyną Championship Wolverhampton Wanderers. Faworytami meczu byli oczywiście "The Blues" a na dodatek grali na własnym stadionie więc to jeszcze zwiększyło i tak już wielkie szanse na awans do kolejnej rundy. Roberto di Matteo dał odpocząć niektórym podstawowym zawodnikom przez co wyjściowy skład mógł wydawać się dość rezerwowy, nietypowy, zaskakujący (chociaż nie dla wszystkich) i eksperymentalny, bo na pewno za taką jedenastkę należy uznać tą listę: Turnbull; Azpilicueta, Cahill, Terry (c), Bertrand; Romeu, Ramires (Oscar 59); Moses, Mata (Marin 69), Piazon; Torres (Hazard 78). Była to też okazja do wzrostu wartości w oczach trenera, dla naszych niektórych piłkarzy.


   Zapewne znalazł się ktoś taki, kto miał obawy przed tym spotkaniem. Taka taktyka i takie ustawienie nie dawało gwarancji, że zda egzamin i podoła wyzwaniu. Jak się później okazało, Ci co myśleli w ten sposób, baaardzo się mylili. Od początku do końca meczu gospodarze nie dawali dojść do głosu gościom i zaraz po gwizdku, bo w 3 minucie Gary Cahill zdobywa pierwszego gola. Cztery minuty później bardzo ładnym strzałem popisał się Ryan Bertrand W 17 minucie było już 3-0 i gospodarze wcale nie mieli ochoty poprzestać. "Wilki" jakoś dotrwały do przerwy z takim wynikiem. Pogodzeni już raczej z porażką wyszli dograć kolejne 45 minut. Z takim nastawieniem i grą, powinni się cieszyć, że Chelsea "zlitowała się" nad nimi i nie wykorzystywała więcej niż kolejnych trzech sytuacji. Niedawny jubilat Oriol Romeu wykonał rzut karny w sposób pewny i co najważniejsze skuteczny, sprawiając sobie i nam bardzo miły prezent w postaci czwartego gola dla "The Blues" i pierwszego gola dla siebie w naszych barwach. Na podwyższenie wyniku nie trzeba było długo czekać, gdyż w 58 minucie, pięć minut po rzucie karnym, Fernando Torres umieszcza piłkę w siatce. Wynik ustalił Victor Moses tym samym zdobywając pierwszego gola dla swojej nowej drużyny. Dzień później Victor został po raz pierwszy ojcem. Jak widać nie tylko na boisku dobrze trafia ;).    Jedni mówią, że to wspaniała gra Chelsea, drudzy, że to fatalny dzień rywali. Możliwe, że prawda leży gdzieś pośrodku jednak osobiście jestem zdania, że to bardziej ten pierwszy wariant jest odpowiedni. Dlaczego?

   Choćby za sam wynik. 6-0 nie zdarza się co dzień. Trudno znaleźć drużynę, która tak wygrywa dwa lub więcej razy z rzędu więc to nie jest takie łatwe. By strzelić sześć bramek, trzeba mieć co najmniej sześć bramkowych sytuacji (no chyba, że samobój/e jakieś wpadną to tak) a to też do najprostszych nie należy we współczesnym futbolu.  

   
   Nie z tak profesjonalną drużyną, którą jakby nie było jest Wolverhampton. W tamtym sezonie była uczestnikiem Barclays Premier League więc nie wydaje mi się, by nie wiedzieli co to gra na najwyższym poziomie. Potrafili w ostatnich latach wiele napsuć krwi najlepszym w Anglii a Chelsea ostatnio grała z nimi zaraz po nowym roku i musiała w ostatnich minutach wyrywać zwycięstwo na 2-1. 52 razy grały między sobą te drużyny. 23 zwycięstwa dla Chelsea zaś 15 dla "Wilków". Bilans bramek wynosi 108-75 To nie są jakieś miażdżące statystyki na korzyść jednej ze stron. Może i u nich nie grają jacyś wybitni kopacze, ale tworzą wszyscy całkiem zgrany kolektyw, który może zdziałać cuda na boisku.

  
  I wreszcie stara prawda, która mówi, że turniej a liga to dwie całkiem różne rzeczy. Tu nie wolno pozwolić sobie na jakąkolwiek porażkę. Trzeba w każdym meczu prezentować lepszą formę od danego rywala. Dobrym przykładem w tej rundzie są Everton, który niespodziewanie przegrał ze średniakiem Championship Leeds United a drużyna "The Toffies"  w lidze prezentuje formę jak na razie wyborną. Kolejnym przypadkiem jest Manchester City. Przegrał z wydawałoby się słabiutką, walczącą o utrzymanie w Premier League Aston Villą.



CHELSEA LONDON 6-0 Wolverhampton Wanderers
Stadion: Stamford Bridge
Liczba widzów: 32569
Sędzia: Neil Swarbrick

3 min. Gary Cahill (Chelsea) - Gol
7 min. Ryan Bertrand (Chelsea) - Gol
17 min. Juan Mata (Chelsea) - Gol
53 min. Oriol Romeu (Chelsea) - Gol z rz. karnego
58 min. Fernando Torres (Chelsea) - Gol
71 min. Victor Moses (Chelsea) - Gol
 
Zawodnik meczu: Juan Mata (Chelsea)

 

wtorek, 25 września 2012

John Terry#26: Kapitan jest tylko jeden!!!

John Terry kończy z reprezentacją Anglii!




78 meczów w reprezentacji, 34 razy jako kapitan "Synów Albionu", 6 bramek dla Anglii. Te liczby będą zapamiętane i kojarzone z legendarnym już liderem angielskiej drużyny Johnem Terrym. 23 września 2012r. oficjalnie ogłosił, że nie wystąpi już więcej w reprezentacji Anglii. Życzył przy okazji trenerowi Hodgsonowi i chłopakom z ekipy jak najwięcej sukcesów. 

  John George Terry zadebiutował w seniorskiej drużynie 3 czerwca 2003r. w meczu z Serbią i Czarnogórą. Wszedł jako zmiennik. Mecz za meczem zdobywał coraz większy szacunek wśród kolegów aż 10 sierpnia 2006r. przejął opaskę kapitańską po Davidzie Beckhamie. Stracił ją dopiero 5 lutego 2010r. w związku z aferą obyczajową  po decyzji Fabio Capello, ówczesnego trenera Anglików. Na ponad rok, kapitanem był Rio Ferdinand, by 9 marca, ponownie Capello zwrócił ją Terry'emu. Znowu stracił ją tym razem za kadencji Roya Hodgsona w maju 2012r. 

   W 2001r. we wrześniu Terry został ukarany dwutygodniowym brakiem pensji za śmianie się z turystów amerykańskich w hotelu Heathrow zaraz po ataku terrorystycznym na World Trade Center. Rok później zostali oczyszczeni wraz z Jodym Morrisem  z zarzutów incydentu w nocnym klubie. Listopad 2006r. to kara grzywny 10 tys. funtów za krytykowanie pracy arbitra Grahama Polla. W 2009r. padły kolejne oskarżenia wobec kapitana Chelsea i reprezentacji Anglii jakoby JT miał wziąć pieniądze od reportera na tournee po USA. Klub wziął w obronę zawodnika twierdząc, że nigdy do czegoś takiego nie doszło. Styczeń 2010r. to słynna afera obyczajowa, w której chodziło o romans z żoną kolegi z drużyny Wayne'a Bridge'a. Ten drugi szybko opuścił Chelsea i już miesiąc później stając naprzeciw Johna, nie podał mu ręki. W październiku miała miejsce kolejna przykra sytuacja dla naszego kapitana. Anton Ferdinand z Queens Park Rangers oskarża go o używanie słów na tle rasistowskim pod jego adresem. W listopadzie rozpoczęto śledztwo w tej sprawie. Wydawałoby się, że 13 lipca tego roku wszystko się rozjaśniło, gdy sąd uniewinnił obrońcę "The Blues", ale 2 tygodnie później FA i Anton Ferdinand nie dają za wygraną i oskarżyciel odwołuje się od tej decyzji. Zniechęcony tą całą sytuacją i zmęczony ciągłym oczernianiem jego osoby John Terry postanawia zakończyć reprezentacyjną karierę. 

  Dlaczego tak wielu nienawidziło go za to co zrobił dla reprezentacji? Jakby większość zapomniała jak się poświęcał, co pokazuje choćby na przykładzie tego meczu Chelsea z Arsenalem link. W reprezentacji też byle kontuzja mu nie przeszkadzała...
...jak na przykład ta.
   Czy nikt nie zwracał na to uwagi z krytyków, że potrafił rzucić się tak ofiarnie jak tu w meczu ze Słowenią? I wreszcie, czy nikt z przeciwników Johna Terry'ego nie docenia tego, że nie ma dla niego piłek straconych nawet wtedy, gdy są stracone? Najlepszym przykładem tego jest ta sytuacja z meczu Ukraina vs Anglia na EURO 2012.

  Choć z jednej strony cieszę się, że zagrał na nosie całej FA i pokazał, że ma honor oraz, że jest już do dyspozycji tylko dla Chelsea Londyn, to jestem zdania tego samego co Ray Wilkins, Roy Hodgson czy Marcell Desailly. To strata nie do zastąpienia dla reprezentacji "Trzech Lwów". Tak czy siak, szanuję bardzo jego decyzję i dziękuję mu za każdą minutę spędzoną na boisku w barwach swojego kraju.

"Gra dla reprezentacji Anglii była czymś o czym każdy chłopak marzy od dziecka. Z wielkim żalem podejmuję tą decyzje".

poniedziałek, 24 września 2012

24 wrzesień w kalendarzu Chelsea

Kalendarium


24 września:
1910r. - Wygrana z Wolverhampton Wanderers 2-0 w Division2. Hugh Dolby grał po raz ostatni dla klubu.
1921r. - Przegrana z Liverpoolem 0-1 w Division1.
1927r. - Remis z West Bromwich Albion 1-1 w Division2.
1932r. - Przegrana 0-1 z Newcastle United w Division1.
1938r. - Przegrana 1-5 z Manchesterem United w Division1.
1949r. - Wygrana 3-2 ze Stoke City w Division1.
1955r. - Przegrana z Wolverhampton Wanderers 1-2 w Division1.
1960r. - Wygrana z Blackpool 4-1 w Division1.
1966r. - Wygrana z Arsenalem 3-1 w Division1. George Graham grał ostatni mecz dla Chelsea.
1969r. - Remis z Leeds United 1-1 w Pucharze Ligi.
1977r. - Remis z Queens Park Rangers 1-1 w Division1.
1983r. - Remis z Middlesbrough 0-0 w Division2. Clive Walker rozegrał ostatnie spotkanie w barwach Chelsea.
1988r. - Wygrana z Leeds United 2-0 w Division2.
1991r. - Urodził się Oriol Romeu. WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!!
1994r. - Wygrana z Crystal Palace 1-0 w Premier League.
1995r. - Przegrana z Newcastle United 0-2 w Premier League.
1997r. - Remis z Manchesterem United 2-2 w Premier League. Bernard Lambourde zadebiutował w Chelsea.
2005r. - Wygrana z Aston Villą 2-1 w Premier League.
2008r. - Wygrana z Portsmouth 4-0 w Pucharze Ligi. Swój debiut zaliczył Branislav Ivanovic.
2011r. - Wygrana ze Swansea 4-1 w Premier League.