Co oznacza pojęcie kibica?
...czy powinno się dzielić kibiców na
lepszych i gorszych? No właśnie. Takie pytanie sobie zadałem po pewnej
sytuacji, o której wspomnę i zamierzam zrobić na ten temat dygresję,
która mam nadzieję zachęci was do podzielenia swojego zdania odnośnie
tej kwestii.
Otóż, niedawno obchodziłem swoją małą rocznicę. Minęło 9 lat odkąd
jestem kibicem Chelsea. Nie powiem, szybko mi ten czas zleciał,
postanowiłem napisać o tym wydarzeniu na pewnym portalu
społecznościowym. Spotkałem się z trzema różnymi reakcjami. Na początku,
fanka VFL Wolfsburg gratulowała mi i podziwiała to, że tak długo wobec
jej stażu kibica już jestem za Chelsea. Z kolei fan Legii mówi, że od 4
roku życia już chodził z palcami ułożonymi w literę "L". Najbardziej
jednak zdziwiła mnie reakcja fana klubu "Czerwonych Diabłów". Pomimo to
iż nasze kluby się nie lubią, nie spodziewałem się takiej reakcji.
Przytoczył fakt iż te 9 lat temu czyli w roku 2003 klub zakupił bogaty
rosjanin Roman Abramovich. Cóż, nie musiałem pytać, wiedziałem do kogo i
po co była ta aluzja, a już dodanie komentarza w stylu "Od tego roku
kibicuję PSG" trochę mnie zirytowała.
No dobrze, dość już o moich
historiach, przejdźmy zatem do konkretów. O co mi chodzi? Zastanowiłem
się nad pewną rzeczą a mianowicie: Czy długość, okoliczność zaczęcia
kibicowania i sam styl czy intensywność dopingowania mogą segregować
kibiców w kategoriach? Czy te i wiele innych czynników mają wpływ na
jakość bycia fanem?
Czynnik długości kibicowania jest tak jakby
tylko w pewnym stopniu zależny od nas. Myślę, że powiedzenie "Od
urodzenia jestem kibicem klubu X" należałoby traktować pół żartem - pół
serio. Jestem przekonany, że dziecko bez jakiegoś wpływu osób starszych
nie byłoby zainteresowane zainteresowaniem się jakimkolwiek klubem a na
pewno nie na dłuższą metę. Pięcioletnie dziecko, odpowiadające grzecznie
rodzicom na pytanie: "Jaki jest Twój ulubiony klub?" przypomina nieco
pewien wierszyk na pamięć "Kto Ty jesteś? Polak mały..." Także to
bardziej jest rodzaj kibicowania nie w pełni świadomego, nie w pełni z
własnej woli lub po prostu można powiedzieć, że jest to wpajane
kibicowanie co nie jest złym zjawiskiem choć dla niektórych może to
brzmić niezachęcająco.
Związane z długością kibicowania są też
okoliczności w jakich zaczęło się kibicować danemu klubowi. Nie trawię
czegoś takiego jak ktoś starszy o pokolenie lub dwa mówi:" Ja to
kibicowałem Chelsea jak była jeszcze w Division 2." No i co z tego?
Owszem, szacunek się należy takiemu kibicowi, ale to nie jest wina
młokosa, że przyszedł na świat wtedy i wtedy. Wiadomo też, że sukcesy
klubu oczywiście przyciągają wielu kibiców. Ważnym jest to, czy potem w
tych trudniejszych chwilach potrafimy być wierni swemu klubowi. W
przeciwnym przypadku jesteśmy nikim innym jak popularnym "sezonowcem". A
raczej nikt się za takiego nie uważa.
Usłyszałem też kiedyś
zdanie, że "Jeśli nie byłeś na meczu swej drużyny, to nie jesteś jej
kibicem. Co najwyżej sympatykiem." A ja się pytam: Co z odległością? Z
sytuacją finansową? Co jak ktoś mieszka naprawdę na drugim zakątku
świata? Czy on musi jechać na mecz, by być całym sercem z drużyną?
Oczywiście, że nie. To prawda. Pewnie niezapomnianym przeżyciem jest
poczuć atmosferę Stamford Bridge, gdy Chelsea gra z Arsenalem u siebie.
Czy jednak ktoś, kto nie ma czasu, by pójść, pojechać, przypłynąć czy
przylecieć na mecz, ale ogląda go w telewizji lub tak samo przeżywa to
wydarzenie, może nazywać się kibicem? Myślę, że jak najbardziej. Inaczej
nie byłoby mowy o czymś takim jak klub o randze europejskiej czy
globalnej tylko co najwyżej krajowej.
Skoro został poruszony
temat transportu a z transportem wiążą się koszty, nie wolno też ominąć
zagadnienia "posiadania" a żeby to brzmiało bardziej boiskowo to
nazwijmy to "zestawem kibica". Ktoś ma może tylko jakąś kartkę z logo
Chelsea, ktoś trzyma koszulkę sprzed kilku sezonów, a jeszcze inny ma
większość możliwych gadżetów. Który z nich jest najlepszym fanem
Chelsea? Z wyglądu, może ten ostatni a od wewnątrz są wszyscy tacy sami.
Czy masz jeden plakat, czy kilka kompletów koszulek, to jesteś kibicem
klubu.
Bo liczy się, że my wszyscy tworzymy daną społeczność
fanów i to jest w tym najpiękniejsze i najważniejsze. Mamy wspólnych
wrogów, idoli, stadion, barwy, wspólne problemy, porażki oraz radości i
zwycięstwa. Twoim najważniejszym bogactwem nie jest liczba flag, biletów
na mecz czy lata przeżyte razem z klubem. Takim bogactwem są Twoi
przyjaciele mający miłość do tego samego klubu. To są wspólne piosenki
śpiewane z nimi. To są też chwile, gdy Twój klub wygrywa Champions
League, ligę, puchar, awansuje bądź też po prostu wygrywa mecz czy też
strzela gola. Nieważne jakim kibicem jesteś. Ważne, że po prostu nim
jesteś i się nim czujesz.